Wysiadam z metra, przechodzę przez ulicę i skręcam w lewo. Marszałkowska wita mnie szumem pędzących aut, zapachem bajgli wydobywającym się z piekarni na rogu, stukotem obcasów jakiejś pani, która przebiega przez ulicę, jakby chciała dogonić uciekający czas, wesołymi okrzykami bawiących się w pobliskim parku dzieci, turkotem wypełnionych pasażerami tramwajów. Słyszę, jak jakiś pan w kiosku obok kupuje Tygodnik Powszechny i jogurt naturalny. Z drugiej strony na przystanku zatrzymuje się autobus, wypluwając ze swojego brzucha mrowie ludzi, niegotowych jeszcze, by rozpocząć nowy dzień. Wchodzę do pobliskiego Starbucksa, kupuję kawę i dzierżąc w dłoni kubek pełen "kofeinowego szczęścia", po prostu stoję i słucham. Oto moja Warszawa. Taka, o jakiej śpiewał Czesław Niemen. Taka, o jakiej pisał Leopold Tyrmand. Taka, którą kocham. Nie dlatego, że duża, lecz dlatego, że moja.
Warszawa o poranku
Wysiadam z metra, przechodzę przez ulicę i skręcam w lewo. Marszałkowska wita mnie szumem pędzących aut, zapachem bajgli wydobywającym się z piekarni na rogu, stukotem obcasów jakiejś pani, która przebiega przez ulicę, jakby chciała dogonić uciekający czas, wesołymi okrzykami bawiących się w pobliskim parku dzieci, turkotem wypełnionych pasażerami tramwajów. Słyszę, jak jakiś pan w kiosku obok kupuje Tygodnik Powszechny i jogurt naturalny. Z drugiej strony na przystanku zatrzymuje się autobus, wypluwając ze swojego brzucha mrowie ludzi, niegotowych jeszcze, by rozpocząć nowy dzień. Wchodzę do pobliskiego Starbucksa, kupuję kawę i dzierżąc w dłoni kubek pełen “kofeinowego szczęścia”, po prostu stoję i słucham. Oto moja Warszawa. Taka, o jakiej śpiewał Czesław Niemen. Taka, o jakiej pisał Leopold Tyrmand. Taka, którą kocham. Nie dlatego, że duża, lecz dlatego, że moja.
7 replies on “Warszawa o poranku”
Jakie to prawdziwe i szczere. To nieprawdopodobne, że zwykłą z pozoru rzeczywistość potrafisz opisać w tak ciekawy sposób.
Oj tak, Kamil ma takie zdolności. Gorzej, kiedy opisuje rzeczywistość, w której spotyka osobę pamiętającą, jak było naprawdę i wiedzącą, ile z tego ubarwił. xD
Wysiadam z metra, przechodzę przez ulicę i skręcam w lewo. Marszałkowska wita mnie szumem pędzących aut, zapachem bajgli wydobywającym się z piekarni na rogu, stukotem obcasów jakiejś pani, która przebiega przez ulicę, jakby chciała dogonić uciekający czas, wesołymi okrzykami bawiących się w pobliskim parku dzieci, turkotem wypełnionych pasażerami tramwajów. Słyszę, jak jakiś pan w kiosku obok kupuje Tygodnik Powszechny i jogurt naturalny. Z drugiej strony na przystanku zatrzymuje się autobus, wypluwając ze swojego brzucha mrowie ludzi, niegotowych jeszcze, by rozpocząć nowy dzień.
I… Mam wrażenie, że przed chwilą tu byłem i robię z Dawidem trzecie kółko po mieście. 😛
Albo, po prostu, wsiadam z nim do kolejnego tramwaju. 😛
No i właśnie tylko o to chodzi.
I ja to rozumem, i ja to szanuję.
Czyżby Taco Hemingway się tobą inspirował w swojej twórczości? hehehe.